Znieczulica a przedstawianie się
Wieczorne olśnienie przy kawie – dlaczego w mieście jest zniecuzlica a na wsi nie? Spotkałam się z tegorią o rozproszeniu odpowiedzialności, i zapewne mogłaby to być ważna teoria. Myślę że jednak brakuje w niej pewnego elementu.
Mianowicie, jeśli spojrzymy okiem cudzoziemca na to jak Polacy poruszają się po ulicy, zauważymy że Polacy są na ulicy sami – inni ludzie to drzewa. ignorujemy ich kompletnie, wycinamy ich ze świadomości – podświadomość radzi sobie doskonale z omijaniem tych ruchomych drzew.
Jeśli coś nas wyrwie z tego bąbla rzeczywistości w którym aktualnie urzędujemy, na przykład ktoś macha ręką i woła ‘przepraszam! ma pani zegarek?’, to wynurzamy się na chwilę, a potem znów aktywujemy wyświetlane dekoracje oraz prędkość podróżną. Jeśli spotkamy na ulicy sosbę którą już znamy, wtedy chętnie z nią rozmawiamy, prawda? Albo rozmawiamy zgoła niechętnie. Na wsi jest o tyle inaczej że w zbiorze powiedzmy dwustu osób wszyscy się znają.
Moje wnioski są takie – gdyby zdarzył się komuś atak serca na drodze na wsi, to osoby które znają nieszczęśnika, na pewno mu pomogą. Ten człowiek jest już w polu uwagi innych ludzi. Jeżeli jednak coś takiego zdarzy się w mieście, gdzie przecież usuwamy zakłócenia ze świadomośći – to o pomoc jest trudniej.
Kojarzy mi się tutaj starożytny obyczaj bycia przedstawianym – mieszkam w Anglii, i mam bardzo duże kłopoty z przedstawianiem siebie obcym osobom, a Anglicy nie mają zwyczaju dokonywać prezentacji (albo już nie mają). Bardzo mi tego brakuje. Nie wchodzę w interakcję z ludźmi których imion nie znam, więc Anglicy, którzy są kulturą sieciową (network), nie bardzo to rozumieją.
I teraz: wyobraźmy sobie że zemdlała pani księgowa w biurze. Wszystkie piętra biurowca natychmiast biegną zainteresować się, jedna czy dwie osoby może nawet znają pierwszą pomoc. A teraz wyobraźmy sobie że zemdlała jakaś osoba na przystanku – jeżeli obok stoją znajomi mieszkańcy osiedla – zainteresują się na pewno. Jeśli obcy -to nie jest to takie pewne.
Wytłumaczeniem może być właśnie to, że osoby których osobiście nie znamy, są automatycznie wycinane ze świadomości – nie widzimy co się dzieje.
Jak ten mechanizm działa to już pytanie do naukowców, ale jest to pomysł na leczenie znieczulicy – nie traktować jej jak znieczulicy, ale jak brak znajomości. Organizować osiedlowe życie na wzór przedwojenny – tańce, kluby, loterie dadzą ludziom szansę poznania się nawzajem. Obecnie bowiem w polskich miastach żyją normalni wiejscy Polacy, którzy zabrali ze sobą do bloku psa i zdjęcie dziadka – podczas gdy w bloku pies cierpi, a sąsiadów nikt im nie przedstawił.