Wbrzydzamy – Polacy to nigdy głodni nie byli?

Niedawno sie zorientowałam jaka jest różnica między znajomymi z Polski a z Bałkanów, Anglii, krajów Arabskich – oni nigdy nie kręcą nosem, co im ugotuję to zjedzą. Niedawno do tej grupli dołączyło trochę Polaków, i od razu mamy kręcenie nochem – galaretki nie, śliwek nie, marchewka gotowana błe.
No i proszę Państwa – czy my jesteśmy biednym krajem, skoro jedzenie które dla niech kupiłam, ugotowałam, i postawiłam na stole, nie było dość dobre?

Myślę że nasza frustracja i porównywanie się z innymi krajami nie wynika wcale z biedy, ale z tego że Polska ma dosłownie wszystko, tylko chwilowo mamy kłopoty w zarządzaniu. Czytamy przecież w starych książkach kucharskich, że ‘jeśli gospodyni ma niespodziewanych gości, to ma wnijść do spiżarni, wziąć kopę jaj, i zrobić jajecznicę’. A teraz porównajmy to z zachodnimi przepisami na ciasta – jedno, góra dwa jajka, czasem zamiast jajek trzy łyżki wrzątku.

Pięknie, co? Jak zwykle nie doceniamy naszych przepisów na ciasta po 6, 12 jajek. Ale trzeba się w końcu otrząsnąć – inni NIE mają lepiej, onl tylko sprawiają takie wrażenie.

Zresztą wynika to z historii – czytając historię Europy Zachodnie, do której tak aspirujemy, widać ciągłe wojny, głody i zarazy. A my nie mieliśmy głodu nigdny, aż do pierwszej wojny. Poźniej tez głody nie było, po prostu dostatek wyjechał do Moskwy.
Dzisiaj to samo – narzekanie, narzekanie, a spróbujcie, cholera, kupić w Anglii pomidora. Powodzenia.

Patrząc na Polskę z Wyspy

Wrzesień 24, 2009 polkaontheisland 2 komentarzy

Pewnie, że jest wiele rzeczy które nie są do końca dobrze, dopracowane, jest sporo które należy zrobić od początku… Ale o tym że Polska to jakiś biedny kraj też nie należy mówić. Zobaczcie – każdy ma w domu wykafelkowaną łazienkę, pralki, zmywarki, telewizory, samochody, zagraniczne wakacje. Niekoniecznie Seszele – wakacje na Słowacji to też wyjazd za granicę.

Naprawdę ludzie którzy zostali w Polsce nie wyobrażają sobie biedy jaką ja tu obserwuję w Anglii.

Po pierwsze nie ma edukacji. Jak generalnie mam liberalne gospodarczo poglądy, tak w tym jednym mam prospołeczne. Zaniedbywanie edukacji narodu prowadzi do strasznej katastrofy. Ludzie tutaj od trzech pokoleń nie mają pracy i są już zbyt cofnięci żeby się nauczyć. Należy jednak pamiętać że szkoła jest tak naprawde wspomożeniem pracy rodziców, a nie jakimś platońskim systemem wychowawczym-poprawczym.

Po drugie nie ma kultury pracy. Anglik nie chcąc być upokarzany ciągłym poganianiem i straszeniem o godzinach formowych ostentacyjnie się ociąga. U nas chyba nie ma tego zjawiska, w takim stopniu.

Po trzecie nie ma więzi międzyludzkich, są tak samo obojętni jak Niemcy, ale chodzą z kuplami do pubu. Zawsze coś.

Po czwarte kraj jest zaniedbany – są dobre drogi, ale nie ma dachów, ocieplonych ścian, wentylacji, wygodnych mebli.

I nie ma zwykłego jedzenia, jest za to przemysłowe.

Nie ma co tak chwalić, prawda? Ale to dopiero widać po wyjeździe.

Polskie sklepy, przydatność Zachodu.

Wrzesień 14, 2009 polkaontheisland Dodaj komentarz

Dalej siedzę na Wyspie. Tęsknię sobie za prawdziwym jedzeniem – ale powiedzmy sobie szczerze, że w Polsce nie wszędzie można je zdobyć. Cieszę się że następuje renesans prawdziwego jedzenia. Ciesze się z sukcesu Piotra i Pawła. To wszystko dzięki temu że Zachód wypróbował to wszystko dla nas wcześniej, i kiedy po zmianie systemu podano nam ów modernizm na tacy, mogliśmy go sobie już ocenić – gdybyśmy przez te 70 lat byli poddawani powolnym zmianom, to już teraz nie zauważylibyśmy różnicy między dobrym a niedobrym, tak jak oni.

Lubię w ogóle chodzić do polskich sklepów, nie dlatego że są polskie – one po prostu naprawdę są robione przez ludzi którzy się starają. Polskie sklepy są lepiej przemyślane, zadbane. Nie to co w Anglii – byle betonowy garaż wyłożony starą śmierdzącą wykładziną to już normalny sklep. A przecież całkiem niedawno zachłystywaliśmy się takimi garażami jako Zachodnimi, nowoczesnymi, czyli: lepszymi.

Szkoda tylko że w tym pędzie do nowoczesności zniszczono tyle dobrych rzeczy. Był kiedyś w Łodzi na ul. Nawrot salon Wedla, którego nie remontowano od lat trzydziestych – była aksamitna sofa dla klientów, drewniane rzeźbione półki, kryształowe lustro. upadł komunizm i postarano się to unowocześnić – białe płyty paździerzowe, białe ściany i szklane gablotki. Ludzie przestali chodzić, bo te czekoladki już tak nie smakowały.

A te baby które tam pracowały, które wiedziały lepiej co jest nowoczesne, zachodnie, i lepsze, pewnie dzisiaj robią coś innego.

To mi przypomina tez mojego własnego staruszka, który na fali wyrzucania starzyzny i śmieci, wyrzucił na śmietnik rzeźbione inkrustowane biurko z orzecha, po pradziadku. Kupił meble z Domaru. Miałam 5 lat i nie wiedziałam co się dzieje, ale co o tym pomyślę to mnie coś ciśnie.

Miejmy nadzieję że ta epoka dążenia do lepszości i nowoczesności już się skończyła. Wypada teraz skupić się na jakości, a do Diabła z nowoczesnością i dążeniem do Zachodu. Niech sobie gnije w swoim śmierdzącym paździerzowym garażu.

Kategorie:Uncategorized

Polska jest piękna. Piwo jest trujące. Zakażmy zagranicznym koncernom ważyć piwo.

Właśnie wróciłam na Wyspy i nie podobają mi się. Pełno ceglanych murów, nikogo nie stać na tynk.

Polska jest piękna, słońce bardziej słoneczne, interesy idą lepiej. Ciuchy w sklepach piękniejsze i droższe. Jedzenie mniej niestrawne, alkohol czystszy. To ostatnie niestety z wyjątkiem piwa, które jest produkowane przez zagraniczne koncerny i trujące.

Kategorie:Uncategorized

Wstydzą się że są Polakami

tylko ciekawe do cholery czemu?

Po pierwsze, Polacy mają wiele zasług, nie tylko tych militarnych i historycznych. Mamy także wynalazców, naukowców, artystów. To że są słabo promowani nie przekreśla ich wartości! Co z tego że nikt na świecie nie zna nazwisk polskich naukowców – to akurat da się zmienić.

Ale nasza droga nowoczesna lewica uwielbia pławić się w pogardzie dla samej siebie: Polaki to Mariany, chamy i są tacy… nieopaleni, vide:

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,page,2,title,26-latka-wstydzilam-sie-ze-jestem-Polka,wid,11313252,wiadomosc.html

no więc cóż obchodzi Anię Kalocińską że ktoś ma blade pośladki? Jej własna babcia na pewno też ma blade.

Wyjaśnienie jest proste – lewica szuka pana któremu mogłaby kadzić. Na razie pan jest zbiorowy – lepsi ludzie na Zachodzie. Mają tam kolektywną pogardę ale przecież nasi lewacy są tacy jak Zachodniacy więc trzeba zmienić tylko naszych chłopków i już!

Szkoda tego całego zachodu na ten Zachód. Dlaczego mnie ma obchodzić czy jakaś Ania wstydzi się innych ludzi? Niestety dlatego że jej stan umysłu wpływa na decyzje ekonomiczne. Zapewne Ania uwielbia zagramaniczne ciuchy ale w rodzimych się wstydzi chodzić, je francuskie serki i niemieckie ogórki. Niech je. A mnie tu w Anglii bardzo brakuje twarogu i warzyw z rynku. W tym lepszym Zachodzie nie ma prawie co jeść. Wszystko jest takie lepsze, ładnie zapakowane i hydroponiczne… Ale przynajmniej się nie wstydzą.

Kategorie:Uncategorized

Przedruk z http://korwin-mikke.pl/blog/wpis/o_rocznicy_mordu_w_jedwabnem/216

10-07-2009 23:36:00

napisałem w “Dzienniku Polskim” tak:

Gdy ktoś próbuje np. napisać, że nastolatka w Brukseli zastrzelił Cygan – to natychmiast “illuminaci” z naganą poprawiają; “Polak”. Bo nie jest – twierdzą – ważna narodowość – lecz obywatelstwo.

Gdy ktoś napisze o np. Adamie Michniku, że jest on Żydem – od razu podnosi się klangor, że to jest “antysemityzm” – co jest o tyle dziwniejsze, że Adam otrzymał – i przyjął – tytuł “Żyda roku 1991″. Co jeszcze dziwniejsze: gdy ktoś napisze, że gen. Edward Rowny jest Polakiem – to nie jest to “antypolonizm”.

Za kilka dni media znów będą wałkować sprawę pogromu w Jedwabnem. Ale nikt jakoś nie pisze, że zamordowano tam ponad 300 Polaków; o, nie: pisać się będzie, że zamordowano Żydów – podając w dodatku nadmuchaną liczbę 1600 (w Jedwabnem żyło w ogóle tylko 562 Żydów!!!).

No, to jak w końcu: liczy się narodowość – czy obywatelstwo?

Jedno jest pewne: nie byli to obywatele Izraela, które to państwo powstało dopiero osiem lat po tym pogromie.

-

Rok temu pisałem zaś na blogu tak:

Dwa bodaj lata temu ówczesny prezydent III RP, p.Aleksander Kwaśniewski, wziął się za przepraszanie za Jedwabne – i temperatura dyskusji osiągnęła nieledwie stan wrzenia. Wówczas Adam Michnik oświadczył, że gotów jest wydrukować artykuł przeciwny przepraszaniu za mord w Jedwabnem – byle rzeczowy. Więc napisałem. Oczywiście się nie nie ukazał. Wedle mych informacyj otrzymanych spod kołdry opinia kolegium “Gazety Wyborczej” była taka: “Artykuł jest oczywiście jak najbardziej słuszny – jednak jego wydrukowanie jest niemożliwe”.

Po co tym ludziom cenzura?

Druk okazał się też być niemożliwy w innych gazetach – co nie znaczy, że nie pisałem o tym w prasie, do której stale piszę. Pisałem – i ani jednej polemiki! Cisza głucha.

Więc macie tu Państwo – póki internet działa – jeden rozsądny głos w “sprawie Jedwabnego”. Przedruk dozwolony wszędzie – z podaniem autora.

-

O Jedwabnem – na poważnie.

Rzeczpospolita” rzetelnie relacjonuje spór o sprawstwo zbrodni w Jedwabnem. W sporze zabierają głos archeolodzy, historycy, arytmetycy (od liczenia pomordowanych) wreszcie moraliści. Zdumiewa mnie, że przez cały ten czas nikt nie poruszył na tych łamach strony prawno-politycznej.

Postaram się to więc uczynić. Przepraszam za pewną oschłość wywodów.

1. Najpierw problem. Nie ulega kwestii, że w Jedwabnem popełniona została zbrodnia. Nie podlega też dyskusji, że brali w niej udział Polacy i Niemcy. Z tej okazji Żydzi domagają się od Polaków przeprosin.

2. JE Aleksander Kwaśniewski zapowiedział, że w dniu 10 lipca solennie przeprosi. Powstaje podstawowe pytanie: jako kto, kogo i w czyim imieniu? Dziwne, ale wszyscy polemiści pomijają te kwestie; ich właśnie dotyczą niniejsze, bardzo precyzyjne, rozważania.

3. Ogromna większość tekstów mówi ogólnikowo o „zbrodni Polaków”, czasem „zbrodni Niemców” , lub „zbrodni nazistów” popełnionej na „Żydach”. Jednak nie są to kategorie polityczno-prawne lecz mętne dywagacje humanistów. Niektórzy (bo przecież nie wszyscy!!) Żydzi domagają się przeprosin od „Polaków”. Tymczasem jest oczywiste, że p.Aleksander Kwaśniewski nie jest „prezydentem Polaków” – i nie ma absolutnie żadnego prawa przemawiać w imieniu Polaków nie będących obywatelami III RP!!! Kto twierdzi inaczej – jest nacjonalistą. Ponieważ zaś nie istnieje żadna osoba reprezentująca „wszystkich Polaków” – przeto nikt taki przeprosić „w imieniu Polaków” nie może. Nawet, gdyby „wszyscy Polacy” byli za coś odpowiedzialni.

4. Jest też pytanie: „Kogo?” Dlaczego miałby przepraszać „naród żydowski” za mord w Jedwabnem – a nie „naród rosyjski” za działalność Feliksa E.Dzierżyńskiego w CzeKa? Dzierżyński osobiście odpowiada za zamordowanie setek tysięcy Rosjan (oraz, nawiasem pisząc, znacznie większej liczby Żydów, niż liczba zamordowanych w Jedwabnem!). Czy dlatego (przepraszam za złośliwość) nie mamy przepraszać za F.E.D., że p.Kwaśniewski zaakceptował argumentację niektórych rabinów, że gdy żyd porzuci wiarę i zapisze się do socjalistów, to już nie jest Żydem i Żydzi za niego nie ponoszą odpowiedzialności – więc, per analogiam, jeśli Polak porzuci katolicyzm i zapisze się do socjalistów, to już „naród polski” za jego czyny nie odpowiada? )

5. Jako „Prezydent obywateli III RP” – wśród których są ludzie różnej narodowości (w tym i Żydzi) a mogą się nawet znajdować ofiary, które uciekły z owej stodoły – p.Aleksander Kwaśniewski też nie może przepraszać. Byłoby to bardzo wysokim nietaktem! Nie wiem, czym zawinił Żydom z Jedwabnego np. p.Emanuel Olisadebe?

6. Wreszcie p.Kwaśniewski może chcieć przepraszać jako Głowa Państwa Polskiego. Jednakże – i to trzeba stanowczo podkreślić – żadne państwo polskie niczym w sprawie tej zbrodni nie zawiniło! Zbrodni tej nie organizował, nie pomagał w jej dokonaniu, ani do niej nie zachęcał jakikolwiek przedstawiciel jakiegokolwiek państwa polskiego – nawet marionetkowej „Generalnej Guberni”!! Żadne też państwo polskie – ani Rząd Londyński ani tzw. Państwo Podziemne – nie miało też żadnej możliwości, by przeszkodzić w tej zbrodni.

7. Odpowiedzialność państwa nie ma nic wspólnego z „odpowiedzialnością narodu’ (o ile cos takiego istnieje). Jeśli Prezydent Republiki Federalnej Niemiec przeprasza w imieniu RFN za zbrodnie wojenne (i RFN płaci za nie odszkodowania) to nie dlatego, że zbrodni dokonali „Niemcy” – lecz dlatego, ze dokonała ich III Rzesza, a RFN uznała się de iure za spadkobiercę III Rzeszy. Jest to bardzo ważne odróżnienie: gdyby komendantem KL „Auschwitz-Birkenau” był mianowany przez Hitlera Ukrainiec, a całą załogę stanowili najemni Murzyni, Arabowie i Chińczycy, to odpowiedzialność RFN nie byłaby ani o iotę mniejsza, gdyż nosiliby oni niemieckie mundury i wykonywali rozkazy kierownictwa III Rzeszy. Za ew. zbrodnie Legii Cudzoziemskiej odpowiada Republika Francuska – a nie państwa których obywatelami są (lub kraje z których pochodzą) żołnierze Legii!

8. Tym samym państwo polskie nie ma nic wspólnego ze zbrodnią w Jedwabnem – i p.Kwaśniewski nie może przepraszać również w tym charakterze.

By zrozumieć nonsens używanych konstrukcyj prawnych wyobraźmy sobie, że Stalin inaczej podzielił Europę Wschodnią – i Jedwabne znalazło się w granicach Białoruskiej SRS, a obecnie Republiki Białoruskiej. Czy za tę zbrodnię powinien wtedy przepraszać JE Aleksander Łukaszenka? A jakie ta zmiana ma znaczenie dla mieszkańca np. Śląska czy Wielkopolski??!? W obydwu przypadkach nie ma on tak samo nic wspólnego z tą zbrodnią.

9. Państwo polskie – czyli obecnie: III RP – mogłoby zrobić w tej sprawie tylko jedno: korzystając z precedensu norymberskiego (że zbrodnie „ludobójstwa” nie ulegają przedawnieniu) znaleźć polskich zbrodniarzy z Jedwabnego (jeśli jeszcze żyją – i jeśli nie zostali już raz skazani – non bis idem!). Jest to jednak kosztowne i męczące – natomiast przepraszanie idzie politykom gładko – i zapewnia temu, kto przeprasza, znakomite publicity: 30 sekund w telewizjach połowy świata! Jest to więc droga łatwiejsza i przyjemniejsza.

10. Kto zatem odpowiada za zbrodnię w Jedwabnem? Zróbmy pewien myślowy eksperyment.

Dziś wojska polskie wkraczają na Ukrainę. Rząd ukraiński emigruje na Cypr, wojsko polskie zajmuje Lwów. We Lwowie dochodzi do pogromu Żydów na dużą skalę – ginie paręset osób. Kto jest za to odpowiedzialny?

Oczywiście nie państwo ukraińskie, które nie istnieje, a w każdym razie nie panuje nad Lwowem. Zgodnie z Konwencją Haską całkowitą odpowiedzialność za bezpieczeństwo prawne terytoriów okupowanych ponosi okupant. Czyli w tym przypadku byłaby to Polska.

11. Z dokładnie tych samych powodów okupant ponosi odpowiedzialności za wydarzenia w Jedwabnem – bo tylko on ma jednostki policyjne i wojskowe mogące skutecznie zapobiec zbrodni. W owych dniach okupantem Jedwabnego i okolic była III Rzesza Niemiecka.

12. Z czego bezdyskusyjnie wynika, że tym, który 10 lipca powinien stanąć przed stodołą w Jedwabnem i uroczyście przeprosić, jest JE Jan Rau, Prezydent Republiki Federalnej Niemiec. Tym bardziej, że III Rzesza sprawowała nad tym terenem kontrolę nie tylko formalną, ale i faktyczną: umundurowane formacje niemieckie były na miejscu. W dodatku, jak się wydaje, raczej zachęcały do rzezi, a może nawet ją organizowały i czynnie pomagały – niż powstrzymywały zbrodniarzy. Zresztą z całą pewnością zachęcała do tego propaganda rządzących III Rzeszą narodowych socjalistów.

13. Podkreślam jednak z całym naciskiem: nawet gdyby władze III Rzeszy do mordu nie zachęcały, nie organizowały i nie pomagały – to i tak cała odpowiedzialność spoczywałaby na państwie niemieckim. Co, oczywiście, nie wyklucza indywidualnego karania zbrodniarzy (co, nawiasem pisząc, powinien był uczynić już aparat sprawiedliwości III Rzeszy; choć panował tam ustrój socjalistyczny, to jednak prawo jeszcze w niej obowiązywało – a prawo III Rzeszy nie pozwalało jednym ludziom bezkarnie mordować innych. Było to zastrzeżone – i to w ściśle określonych przypadkach – dla funkcjonariuszów ówczesnego reżymu. Były przypadki, że funkcjonariusze Oświęcimia wędrowali karnie na front wschodni za uderzenie więźnia!).

14. Z analogicznych powodów za zbrodnię, w której współuczestniczyli niektórzy mieszkańcy Jedwabnego, nie mogą odpowiadać inni mieszkańcy, ani władze miasteczka. Nawiasem pisząc dopiero ostatnio historycy wyjaśnili nam rzecz w tej sprawie podstawową: czy ówczesny burmistrz (imię i nazwisko – prosimy!) rządził jeszcze z nominacji sowieckiej – czy już z hitlerowskiej? Bo tego, że nie pochodził z wyborów, ani nie był mianowany przez rząd Londyński – byłem niemal pewien. Okazało się, że mianowali go już narodowi socjaliści – a więc również w aspekcie lokalnym odpowiedzialność spoczywa na okupancie hitlerowskim.

15. Tym samym wszelkie dywagacje o odpowiedzialności „obywateli Polski”, „Narodu Polskiego” czy „państwa polskiego” są bezsensowne – a przepraszać nikt nie tylko nie powinien, ale i nie ma prawa. Takie przeprosiny człowieka, pełniącego obowiązki prezydenta, mogłyby pociągnąć za sobą np. żądania odszkodowań – a do zaciągania takich zobowiązań Pan Prezydent nie ma konstytucyjnego upoważnienia. Przepraszając w imieniu III RP p.Kwaśniewski naraziłby się na odpowiedzialność konstytucyjną.

16. Przepraszać p.Kwaśniewski mógłby co najwyżej w Swoim własnym imieniu – jeśli czuje się On za te zbrodnie odpowiedzialny, oczywiście. Nadal jednak powstaje wątpliwość, czy można przy tak uroczystym akcie odróżnić prywatną Osobę p.Aleksandra Kwaśniewskiego – od JE Aleksandra Kwaśniewskiego, Głowy Państwa? Może powinien wystąpić przepasany biało-czerwona szarfą – a przed aktem przeprosin uroczyście ją zdjąć i odłożyć na bok?

17) Podstawową przyczyną pojawiających się paradoksów jest to, ze pojęcie „winy” odnosi się w języku polskim wyłącznie do jednostek; nasza kultura nie uznaje odpowiedzialności zbiorowej. Zwolennicy popularyzowanej i u nas w okresie sowietyzacji azjatycko-żydowsko-komunistycznej koncepcji kolektywu zderzają się tu z wyznawcami indywidualistycznej koncepcji grecko-łacińsko-chrześcijańskiej – i wzajemnie się nie rozumieją…

18) Ostatnim, rozpaczliwym, argumentem zwolenników przepraszania jest, iż wprawdzie „odpowiedzialność zbiorowa” nie powinna być stosowana, ale skoro jako Polak odczuwam satysfakcję ze zwycięstw reprezentacji Polski – to powinienem również przepraszać za Polaków. Analogia ta jest wadliwa.

19) Odpowiednikiem odczuwania satysfakcji jest odczuwanie przykrości – a nie „przepraszanie”. Jeśli reprezentacja Polski wygrała z Walią, to mogę (nie muszę – jeśli np. wygrała niezasłużenie!) odczuwać satysfakcję – ale nie wiąże się z tym obowiązek ani gratulowania reprezentantom ani robienia czegokolwiek w stosunku do Walii!! Myślę, że wielu Polakom istotnie jest wstyd z powodu zbrodni w Jedwabnem – i dlatego dobrze, że o niej się wreszcie pisze – ale na tym się to kończy.

20) Z Walią wygrała reprezentacja Polski – selekcjonowana, oficjalnie mianowana i dofinansowywana przeze mnie (choć wbrew mojej woli, ze ściągniętych pod przymusem podatków); gdyby z podwórkową drużyną w Cardiff wygrała przypadkowa 11-tka pracujących tam na czarno robotników budowlanych narodowości polskiej – moja satysfakcja byłaby żadna. Mordercy z Jedwabnego przez nikogo nie byli wybierani do reprezentowania Polski – i są w takim samym stopniu reprezentatywni dla Polaków, jak p.Tymoteusz McVeigh, terrorysta z Oklahomy, jest reprezentatywny dla Amerykanów.

21) Przymus przepraszania bardzo szkodzi. Pamiętam, że jako dziecko potrąciłem w parku przechodnia. Krzyknąłem w biegu „Przepraszam”, było mi nieco przykro – ale raczej z powodu niezgrabności. Jednak ciotka kazała mi wrócić do niego i formalnie przeprosić. Zrobiłem to – ale miejsce uczucia lekkiego wstydu zajęło we mnie (na parę minut) uczucie nienawiści do człowieka, przed którym musiałem się upokorzyć.

Jeśli niektóre środowiska chcą wywołać nienawiść Polaków do Żydów – to nieźle im się to udaje. Jeżdżąc (dużo!) po kraju obserwuję wyraźną zmianę w tym kierunku w porównaniu z sytuacją sprzed roku.

I tym ludzkim akcentem kończę te suche rozważania.

Janusz KORWIN-MIKKE

I, oczywiście: nikt z tej propozycji nie skorzystał…

Pojęcie wolności

Książka prof. Legutki wyjaśniłaby zapewne wszystko, ale nie mam siły na nią.

O wiele ciekawiej jest rozwiązywać zagadkę wolności w stosunku do innych ludzi, na przykład komentatorów na blogu.

Wydaje się na przykład że nasz Polskie poczucie wolności jako swobody i samostanowienia, mocno związane z pojęciem podmiotowości i miru, jest zupełnie odwrotne od szeroko pojętego pojęcia “Zachodniego”. Spotkałam się z komentarzami że wolność jest większa jeżeli najpierw wytyczyć jej granice, ponieważ to wzmaga kreatywność. Że wolność jest regulowana. Że zależy od innych ludzi. Baduin zauważył słusznie na polandian.pl, że te oświadczenia nie dotyczą pojęcia wolności, tylko pojęcia regulacji i pojęcia odpowiedzialności.

Wydaje się że nigdy się nie dogadamy z szeroko pojętą kulturą zachodnią na ten temat, ponieważ oni nie mieli nigdy doświadczenia z organicznym wytwarzaniem się wolności w ciągu wieków, w stosunku poddanych do Króla, Sejmu, Sejmików. Z tej perspektywy patrząc uznaję, że instytucja Sejmiku była ważniejsza nawet od Sejmu, ponieważ to właśnie tam wykuwała się wolność w połączeniu z odpowiedzialnością.

Doświadczenie USA w tej kwestii jest odmienne – emigranci religijni którzy tam przybyli mieli już pewne gotowe wzorce, częściowo zaczerpnięte od Woltera. Od razu utworzyli ustrój prezydencko-parlamentarny, bez rodzenia go w bólach. Dlatego to co oni uznają za wolność, w Polsce byłoby ograniczeniem swobody osobistej.

Najlepiej wyraża się to w stosunku do młodzieży – wbrew pozorom jest to stosunek bardzo surowy, co wiem z doświadczenia, ponieaż chodziłam tam do liceum. Młodym Amerykanom nie wolno urządzać imprez bez nadzoru, pić alkoholu jeszcze długo po zrobieniu prawa jazdy, odmówić zjedzenia posiłku, itd. Ale jednocześnie wolnością która bardzo się dla nich liczy jest wolność słowa, nie poddana żadnym restrykcjom, nawet auto restrykcjom. ‘I can say whatever the fuck I want, I can do whatever the fuck I’m told to do’.

Wolę być Polką.

Spotkałam Polaków!

I proszę – nie żaden Marian i Mariolka, jak szanowne lewackie tałatajstwo chciałoby widzieć w emigrantach. Inżynier i inżynierka, oboje sympatyczni i wyrozumiali.

A piję do tego co onet.pl powtórzył za Gońcem Polskim, mając rację, howgh. http://www.magazyn.goniec.com/artykul/281_wytnij_sobie_mariana.html

To nie jest tak że w Polsce są same Mariany oraz luzaki które się od nich odżegnują. W większości niestety lub na szczęście jesteśmy dość zwyczajni, zajęci pracą i swoimi sprawami. To nie jest tak że jakaś młodzież z małego miasta przyjeżdża do Warszawy i musi pokazać jak to nie pochodzi z Marianów. Te ich wymysły są po prostu nieważne.

Na czym miałaby na przykład polegać gorszość Mariana? Na tym że skoro nie jest lewicowy i odziany w ponure moro z pomarańczowym kapturem to nie ma prawa do życia?  Nie ma tolerancji dla gorszych, nie?

Skończcie z tym, Maksy. Jedyne co można powiedzieć o takich Mariano-szczujach to: szkoda że za każdym razem pokolenie które jako pierwsze dochodzi do jakichś pieniędzy i zaszczytów to straszne snoby. Nawet jeśli te pieniądze i zaszczyty to kiepska praca w Warszawie i marna pensja.

Upały na Wyspie

Czerwiec 23, 2009 polkaontheisland Dodaj komentarz

Także dla odmiany nie jest tak źle. Anglia czasami całkiem przypomina Polskę – kiedy roślinność żyje zamiast biednie wegetować.

Kategorie:Uncategorized

Brakuje mi na emigracji pieczonego kurczaka

Czerwiec 22, 2009 polkaontheisland Dodaj komentarz

w Polsce i ogólnie na kontynencie można wszędzie w budkach na roku kupić kiełbaskę, udko albo hot-doga. ale w Anglii nie.

skarżyłam się już na to w moim angielskim blogu, ale dzisiaj powiem dla polskojęzycznych – mięso w Anglii jest tak drogie, że nikt nie ustawia budek z kurczakami. Można pieczonego kurczaka kupić w supermarkecie. Ale budka na rogu serwuje hamburgera z nibykotletem i cebulą za 1,5 funta. Kurczak najwyraźniej się nie sprzedaje.

No i wnioski – w Polsce nie jest tak znowu gorzej. Stać nas na mięso.